Słówko o Polityce Vegi

Trochę z ciekawości, trochę z masochizmu, wybrałem się na seans najnowszego dzieła naszego najbardziej hollywoodzkiego(he he) reżysera. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie interesowała mnie jego twórczość, łącznie z Pitbullem(serialem) którego kojarzę tylko z fragmentów oglądanych lata temu w tv, ale i bez tego, ciężko nie wiedzieć co w swoich filmach serwuje nam pan Papryk.

I co, czy Vega pokazał nam coś rzeczywiście szokującego i wstrząsającego tak jak szumnie zapowiadał w materiałach marketingowych? Otóż nie, dostaliśmy film bezpieczny, bez jajeczny, całkowicie wolny od ostrzejszej krytyki partii rządzącej i polityków ogółem. Kwestie czysto kinematograficzne oczywiście leżą i kwiczą, tutaj akurat niczego innego się nie spodziewałem. Dlatego też po cichu liczyłem, że Vega pójdzie po bandzie w innych aspektach, ale nic takiego się nie stało. Jedynie w segmencie w którym Antoni Królikowski odgrywa postać nie-Misiewicza, mamy szarżę bez trzymanki, ale to bardziej zasługa aktora który uroczo cieszy się swoją rolą. Inne segmenty są już dużo bardziej mdłe i pozbawione pomysłu. Niby w każdym Vega chce opowiedzieć jakąś historyjkę z morałem, ale wychodzą z tego takie krótkie metraże bez wyrazu które nie zawierają nic, czego byśmy już nie wiedzieli z newsów i ogólnego pojęcia o skurwysyństwie i hipokryzji polityków.

Jest jedna rzecz, jeden fragment filmu który zwrócił moją szczególną uwagę i na którym chciałbym się skupić w tym wpisie. W jednej z historyjek, bohaterka (która swoją drogą jest dziewczyną nie-Misiewicza i razem kończą szkołę wyższą ojca dyrektora) na skutek zaplanowanej przez nie-Rydzyka prowokacji zostaje zgwałcona dwa razy. Prowokacja ma polegać na infiltracji lewicowego środowiska przez wyżej wymienioną(początkującą dziennikarkę nie-tv trwam) w celu zorganizowania urodzin Józefa Stalina(!) za pieniądze. Gwałt mamy oczywiście już na pierwszej imprezie. Napastnikiem jest pierwszy poznany chłopak-lewak. Co mnie cholernie uderzyło, to fakt, że Vega nie wyciąga w ogóle żadnych konsekwencji fabularnych w filmie z tej sytuacji. Fabuła jedzie dalej jak gdyby nigdy nic. Nic mnie tak nie wkurza, jak korzystanie z takich szokujących środków filmowych bez żadnego celu i sensu. Potem, ta sama dziewczyna(!) zostaje zgwałcona drugi raz przez nazioli którzy napadają owe urodziny Józefa S. Konsekwencją tego jest tylko to, że bohaterka traci złudzenia odnośnie czystych intencji ojca dyrektora i przerywa mu publiczne przemówienie na którym są obecni m. in członkowie rządu. I tyle. Żadnej większej refleksji Vega nie podejmuje, dziennikarka z nikim na ten temat nie rozmawia, poza jedną scena w której próbuje skontaktować się ze swoim chłopakiem, który jest jednak zajęty seksem oralnym z inną kobietą. Ten brak wrażliwości i czysto eksploatacyjne użycie gwałtu kompletnie wyczyściło mnie z jakichkolwiek pierwiastków sympatii do tego filmu. Natomiast podczas końcowego segmentu, kiedy Daniel Olbrychski deklamuje zwrócony do widzów wzniosłe pierdolety o politykach które zapewne w rozumieniu Vegi mają być morałem filmu, moją jedyną reakcją był wielki facepalm. Ani to nie było mądre, ani w żaden sposób ciekawe. Jeśli miałbym jakoś to określić, to żenujące.

Nawet jeżeli jestem świadomy, że mam do czynienia z kompletnym filmowym śmieciem, to chciałbym chociaż być w prymitywny sposób być zabawiony. Ale tutaj też się Vedze nie udaje utrzymać mojej uwagi, miejscami przymykałem oczy i chciałem odpływać w sen ze znudzenia. Jak na film, który miał budzić ogromne kontrowersje i zmienić wynik wyborów to trochę słabo.

Podsumowując, mamy do czynienia z produktem filmopodobnym, który zapewne na siebie zarobi dzięki sprytnemu vegowemu marketingwi, ale jako film zostanie zapomniany bardzo szybko. Nie polecam oglądania, chyba, że należycie do tej części niepisowskiego elektoratu który klaszcze w ekstazie za każdym razem kiedy na ekranie ktoś parodiuje jednego z polityków czy polityczek tej partii. A podobno, na wielu seansach pod koniec, widzowie klaskali. Brzydzi i dziwi mnie to bardziej niż sama Polityka.

Wiersz Ludwika Zamenhoffa

Zamieszczam, ponieważ ideały Zamenhoffa są mi bardzo bliskie. Podobnie cel stojący za językiem esperanto uważam również za swój cel 🙂

Droga

Nasz cel, ku któremu dążymy, rycerze,
Wskroś gęste ciemności pobłyska,
Jak gwiazda wśród nocy od błędnych dróg strzeże,
Przewodnie promienie nam ciska.
Już nas nie przestraszą mar pełne ciemności,
Ni dola zbyt sroga, ni świat pełen złości,
Gdyż prosta i pewna, a cała świetlana
Przed nami lśni droga wybrana.

Nie zbaczać! iść prosto wytkniętą raz drogą!
Bądź każdy odważny, wytrwały!
Pracując bez przerwy kropelki wszak mogą
Wyżłabiać granity i skały.
Z hasłami: nadzieja! cierpliwość! zaparcie!
Po drodze tej dążmy wciąż naprzód uparcie,
Aż wreszcie po znojach i trudach cnych wielu
Dotrzemy z tryumfem do celu!

Więc siejmy i trwajmy w mozolnym tym czynie
O przyszłe wciąż troszcząc się losy.
Choć sto ziarn przepadnie, choć tysiąc zaginie,
Nie traćmy nadziei na kłosy.
„Już dosyć!” — niejeden z szyderstwem zawoła,
„Nie dosyć”, wam serce odpowie, „Wzwyż czoła!
Hej, naprzód! Dla wnuków wdzięczności, kochania,
Ta siejba jest wartą wytrwania”.

Jeżeli posucha, lub wichrów nawała
Listeczki więdnące oderwie,
Dziękujmy tym wichrom, gdyż w nas odmłodniała
Ku życiu wzwyż siła się zerwie.
Nie wymrą już nasi szlachetni rycerze,
Już burza szalona nam sił nie odbierze —
Te kroki uparte, te walki gorące,
Do celu jednego dążące.

Nie zbaczać! iść prosto wytkniętą raz drogą!
Bądź każdy odważny, wytrwały!
Pracując bez przerwy kropelki cud mogą:
Wydrążą granity i skały…
Z hasłami — nadzieja! cierpliwość! zaparcie!
Po drodze tej dążmy wciąż naprzód uparcie,
A kiedyś po znojach i trudach cnych wielu
Z tryumfem dotrzemy do celu.

Marks dla chrześcijan

 

„In the Christian world, Karl Marx is all too quickly written off as a dissident and an atheist. However, for me Marx’s work is an integral part of my faith and practice of Christian life. It’s not that he’s a great theologian or that he provides some kind of esoteric insight into the nature of God, but instead, Marx’s philosophy is instrumentally useful for Christians who want to serve Christ in the world. When Christians follow Marx’s analysis of capitalism and its structural oppression of workers and others, we can gain the eyes to see and ears to hear the oppressed and suffering in the world and work out faithful ways to work with God in their liberation.” (Matt Bernico)

Link do całości

Czy politycy są szaleni?

No właśnie, czy są?

Nie są.

Czasami słuchając wypowiedzi czy śledząc działalność niektórych polityków nasuwa się nam myśl, że „oni przecież nie mogą być normalni”, „są chorzy psychicznie” etc.

Odsuwając na bok dyskryminacyjny wobec osób chorych charakter takich obelg, przychodzi mi na myśl pewna koncepcja z którą kiedyś się spotkałem i która do teraz siedzi mi w głowie.

Otóż nie można oceniać polityków w ten sposób. Dlaczego?

Ano dlatego, że mówienie o osobie publicznej która działa bądź wygłasza „szalone” tezy jak o niespełna rozumu jest niesamowicie szkodliwe.  Zmniejsza odpowiedzialność moralną i cywilną za to co mówią. Uważam, że człowiek zawsze, choćby nie wiem jak był spętany,  pozostaje wolny i powinien ponosić odpowiedzialność za swoje działania. Nazywając osobę publiczną chorą lub szaloną robimy jej tak naprawdę przysługę. Pomniejszamy jej odpowiedzialność.

W przypadku kiedy mamy do czynienia z ewidentnym złem stajemy wtedy po jego stronie. Bo jeżeli taki np. Międlar ma zaburzenia,  to znaczy, że nie musimy się przejmować nim i jemu podobnymi, bo to co robi, pozostaje w takim razie poza jego odpowiedzialnością.

Tylko, że w sferze publicznej nie może istnieć zwolnienie z odpowiedzialności. Nie możemy odpowiedzialności rozmywać, unikać ani komuś jej odbierać. Mam wrażenie, że w takim przypadku przykładamy rękę do rozmontowywania demokracji i wolności słowa.

Może to śmieszne, ale uważam , że w debacie publicznej powinno istnieć „domniemanie normalności”. Dopóki ktoś nie zostanie zdjęty przez odpowiednie służby i umieszczony z ośrodku zamkniętym, powinien być traktowany jako wolna, racjonalna i odpowiedzialna osoba. Bez znaczenia jak skrajne poglądy by wygłaszała.

A to oznacza, że również osąd i konsekwencje takiej działalności powinny być odpowiednie.

Nie rozmywajmy odpowiedzialności. Zło nazywajmy złem, wyciągajmy z tego konsekwencje. Rasizm, nazizm, ksenofobia to nie są żadne choroby ani chwilowe zaćmienia. To poglądy ludzi złych i zdeprawowanych, ale mimo wszystko wolnych, racjonalnych i odpowiedzialnych za swoje życie.

Dlatego właśnie, unikajmy dziecięcych oskarżeń o niepoczytalność.